Napewno czułeś kiedyś wielki strach, że oto mija twój najlepszy czas….

Reklamy

Biały Kotek i wiosna

Bajka na dobranoc.

Był sobie mały biały Kotek. Dzisiaj obudził się wcześniej niż zwykle. Przeciągnął się mocno, i tak sobie leżąc, spoglądał w stronę okna. Wtem dojrzał coś, co nie pozwalało mu dalej leniwie wylegiwać się na łóżeczku. Nawet pokusa tarmoszenia się z poduszką nie była tak wielka, jak ciekawość – ta była ogromna! Obrócił się, stanął na cztery łapki i ostrożnie podszedł do okna. Tam, gdzie jeszcze wczoraj leżał śnieg, dzisiaj było zielono.

Z ziemi wyrosła zielona trawa, także drzewa zaczęły się zielenić. Ich gałązki zrobiły się całe zielone, chociaż kotkowi wydawało się, że tam nie ma jeszcze listków. Zbliżył pyszczek do szyby, aby się lepiej przyjrzeć, i wtedy poczuł, jak coś go łaskocze w policzek. Odsunął się gwałtownie, spojrzał uważne przed siebie, ale nic nie zobaczył. To nie była roślina, ani zabawka. Spróbował raz jeszcze. Te łaskotki to były ciepłe promienie słońca, które wkradało się przez małe okienko.

Kotek był zachwycony.

Szybko podbiegł do posłania swojego przyjaciela Pieska, by opowiedzieć mu o swoim nowy odkryciu. Wdrapał się na niego, piszcząc radośnie: „Wstawaj, wstawaj!”. Piesek otworzył jedno oko, starając się zrozumieć coś z tego, co opowiada mu mały Kotek. O trawie, o drzewach i o słońcu, co łaskocze.

Po małym śniadaniu wyszli na dwór. Kotek postawił nóżkę na trawie i podskoczył. Była mokra.

„To rosa” – opowiedział Piesek.

Kotek ostrożnie stąpał po miękkim, zimny podłożu. Po chwili się przyzwyczaił i zaczął oglądać drzewa.

„Piesku, zobacz jakie śmieszne listki. Wyglądają, jak małe kulki waty”.

„To nie listki” – odpowiedział Piesek – „to kotki!”

„Kotki”?? Kotek nie mógł wyjść ze zdziwienia. Nie wiedział, co ma o tym myśleć, bo jak to tak: kotki rosną na drzewach?

„Tak Kotku, bo tak nazywa się bazie – takie kwiatki, które rosną na drzewie. To nie są takie kotki prawdziwe jak ty, ale nazywają się tak samo.”

Kotek odetchnął z pewną ulgą, ale bardzo chciał dotknąć tych tajemniczych bazi. Ostrożnie zbliżył się do gałązki. Bazie były mięciutkie, prawie tak samo, jak jego lśniące futerko.

„Są piękne” – powiedział do Pieska.

Dalej było jeszcze piękniej. Mijali krzaki, które były pełne małych żółtych kwiatków. Na dole, pośród kępek trawy, wystawały niewielkie fioletowe kwiaty. A wysoko, na gałęziach, radośnie śpiewały ptaki.

Kotek zmrużył oczy.

W tej chwili Piesek wyciągnął z plecaka niewielki koc w kratę i rozłożył go na ławce.

„Chodź, usiądziemy i zrobimy pierwszy wiosenny piknik!” – sięgnął do plecaka po kanapki i termos z ciepłą herbatą z suszonych owoców. Po chwili słychać były jedynie szelest rozpakowywanych papierków od kanapek.

Po drodze do domu zajrzeli jeszcze nad staw do swoich przyjaciółek kaczek, machając im radośnie na przywitanie, a potem minęli młyn wodny, który cicho, z lekkim szumem przelewał wodę ze strumyka. Skręcili w małą leśną ścieżkę i szli, szli, szli do swojego domku, ciesząc się słonecznym dniem.

Już w domu, po wieczornej toalecie, umościli się na swoich miękkich poduszkach. Piesek przytulił Kotka. Spokojnie przymknęli oczy, a ich oddech stał się spokojniejszy. Kotek jeszcze zdążył zamruczeć „To był fajny dzień, Piesku”, a Piesek już prawie śpiąc, odpowiedział cichutko: „Tak, jutro też będzie miły dzień, dobranoc.” Nie minęła chwila, a obaj już spali, śniąc swoje bardzo słoneczne sny.

Dobranoc.

Bajka skopiowana z linku : https://domowa.tv/wp-content/uploads/2016/03/bajka-kotek-domowa.tv_.pdf

Troska

Mieliśmy wtedy po 7, 8 i więcej lat. Niektórzy nawet i mniej.

Czasy się zmieniły – powiesz. Jasne! Zmieniły się! Jest więcej urządzeń elektrycznych i elektronicznych, więcej samochodów na drogach, media codziennie potęgują nasze poczucie strachu o dzieci – tu wypadek, tam tragedia. Wiele się zmieniło od czasu, kiedy my byliśmy dziećmi.

Najbardziej chyba jednak ewoluowaliśmy my. Rodzice. Wstecznie.

Chcemy uchronić nasze dzieci przed czym tylko się da. Przed przykrościami, przed strachem, przed błędem, przed zrobieniem sobie krzywdy, przed tym, żeby ktoś nie zrobił im krzywdy, a nawet przed ubrudzeniem się (!) lub przestrzeni wokół. Wyręczamy dzieci w czynnościach, które od dawna mogłyby robić same. Chcemy zatrzymać czas, a on ucieka. Jak we śnie.

Czy znacie rodziców, które nie dają dzieciom do zabawy farb czy plasteliny? Nożyczek? Nie, bo się pobrudzisz, nie, bo jeszcze włożysz do buzi, nie bo zniszczysz kanapę. Nie, bo się zranisz.

A takich, których dzieci mają 7 lat i nigdy nie używały noża? Nie bo się skaleczysz, nie bo się zatniesz, nie bo się z nim przewrócisz.

Czy znacie rodziców dzieci, które mimo że nie są już niemowlakami, wciąż jedzą z plastikowych naczyń (nie, bo zbijesz, nie, bo się skaleczysz), piją z niekapków (nie, bo się zakrztusisz), są karmione (nie, bo się nie najesz, nie, bo pobrudzisz podłogę i siebie)?

A może takich, których dzieci mają ponad 10 lat i wciąż nigdzie nie chodzą same (nie, bo się zgubisz, nie, bo ktoś Cię porwie), nigdy nie robiły zakupów (nie, bo zapomnisz, nie, bo zgubisz pieniądze, nie, bo będziesz musiał przejść przez ulicę), nigdy nie wyjeżdżają bez rodziców (nie, bo będziesz tęsknił, nie, bo coś Ci się stanie, nie, bo sobie nie poradzisz).

Ja znam.

Nie twierdzę, że są przez to złymi rodzicami. Przeciwnie. Chcą tak dobrze dla swojego dziecka, że przedobrzają. I przykro mi to stwierdzić, niestety ze szkodą dla dziecka.

Nie jest oczywiście tak, że nie boję się o moje dziecko. Boję się i to bardzo. Wiem natomiast, że mój strach i moje ograniczenia, nie mogą hamować jego rozwoju. Nie mogę go tym strachem zarażać, przelewać na niego swoich wątpliwości. Nie zatrzymam go w ten sposób.

Pozwalamy mu jednak na samodzielność. Dość dużą samodzielność, jak na dzisiejsze czasy.

Zdaję sobie sprawę, że nie każdego stać, by finansować dzieciom samodzielne wyjazdy, nie każdy może sobie pozwolić, by jego dzieci same chodziły do szkoły. Jest jednak mnóstwo rzeczy, które robimy za dzieci lub których nie pozwalamy im robić ze względu na swoje obawy. Sama robię to niestety często. Zbyt często.

W naszym domu to tata jest tym, który czasem mi przypomina, że dziecko dorasta i nie trzeba go uwsteczniać. Dzięki temu nie odkrajam mu już skórki od chleba.

Myślę, że w większości z nas drzemie pierwiastek nadopiekuńczości. Tak to już jest z rodzicami. Na samą myśl o tym, że coś miałoby się stać naszemu dziecku dostajemy gęsiej skóry i zimnych potów. To naturalne.

Gorzej jest, jak nadopiekuńczość wygrywa ze zdrowym rozsądkiem. Prowadzi to często do dwóch zjawisk.

Jedno z nich to życiowa niezaradność dziecka, jego niesamodzielność i niedojrzałość.

Drugie, to zjawisko występujące u bardziej samodzielnych dzieci, które chcą się wyrwać spod parasola roztoczonego przez rodziców. Kłamstwo. Po to, by zadowolić rodziców. Podobno nadopiekuńczy rodzice wychowują największych kłamców. I frustratów.

Obie drogi są złe.

Pamiętajmy, że najważniejsze czego musimy nauczyć swoje dzieci, to nauczyć je żyć bez nas.

Smutne, ale niezbędne.

Temat do głębokiego przemyślenia. Zostawiam Was z nim.

tekst skopiowany ze strony: http://mumme.pl/2018/06/19/jak-w-trosce-o-dzieci-zabijamy-ich-samodzielnosc/

Nie jestem cierpliwa.

Kolejny tekst który ostatnio natrafiłam na swojej drodze, chciałabym wam go przedstawić, gdyż dokładnie opisane jest w nim to co czuje i jaka jestem.

Nie jestem cierpliwą mamą. Nie jestem z tych, które ze stoickim spokojem znoszą te wszystkie kłótnie i dramy. Które z uśmiechem na ustach i zrozumieniem w oczach powtarzają: „to tylko dzieci”, kiedy dom zamienia się w pobojowisko, a krzyki słychać w sąsiednim mieście.

Jestem raczej z tych, które jak hukną, to dzieci sąsiadów, mieszkających 2 km od nas, idą myć zęby. Dostaję białej gorączki przed wyjściem z domu z dzieckiem, wkurzam się, gdy wieczorem łazi zamiast spać, irytuje mnie ciągłe przypominanie  o wszystkim.

Czasem trochę zazdroszczę tym mamom, oazom spokoju, które niczym kwiat lotosu pozostają niewzruszone, gdy ich dzieci jęczą, marudzą, zadają 6899 pytań na dobę. Ze stoickim spokojem odpowiadają na te 6899 pytań, przy czym każdą odpowiedź rozpoczynają słowem Kochanie. Nigdy nie mają ochoty powiedzieć „zamknij się”, nie tracą zimnej krwi, kiedy dziecko samo próbuje zapiąć sobie zamek, nie wkurzają się na bałagan, nie irytuje ich, kiedy dzieci się kłócą i robią sobie na złość. Podobno istnieją takie.
Ja tak nie potrafię niestety. Choćbym nie wiem jak nad sobą pracowała, to przychodzi moment, że mi się przelewa i wtedy się odpalam.

Nie uważam tego za przemoc. Ludzie krzyczą, by uwolnić emocje – to naturalne. Zawsze tłumaczę to dziecku. Każdy ma prawo zdenerwować się i czasem krzyczy. Oczywiście być może jest to jakaś ułomność czy nieumiejętność poradzenia sobie z brakiem cierpliwości, zmęczeniem czy irytacją. Ale powiedzmy sobie szczerze – ludzi, którzy są jak skała, ze świecą szukać. Myślę, że większość z nas ma jednak swoje granice, które przesuwają się też wraz z natężeniem stresu w danym czasie, ilością spraw i obowiązków, zmęczeniem czy samopoczuciem.

Nie jesteśmy robotami. To, że jestem matką nie oznacza, że nie jestem już człowiekiem. Mama to nie jest nadczłowiek, choć czasem musi wykazać się nadludzką wręcz cierpliwością.

Zdarza mi się dojść do ściany w tym macierzyństwie i myśleć: kurwa, już nie dam rady.

Ale daję rzecz jasna. Coco jumbo i do przodu. I to, że tak pomyślałam nie czyni mnie złą matką. Bynajmniej.

Czuję się absolutnie normalna w tym wszystkim.

Podziwiam mamy, które rzeczywiście nigdy nie czują się macierzyństwem zmęczone czy zniecierpliwione.

Ale bardziej współczuję tym, które udają, że tak jest, bo tych jest więcej. To one najbardziej lubią krytykować te z nas, które mają obniżoną tolerancję na jazgot, kwiczenie, nadmiar obowiązków, brak możliwości zrobienia czegokolwiek dla siebie, zmęczenie, którego sen nie pokona, kołowrotek codzienny i bycie do dyspozycji wszystkich wokół 24 godziny na dobę.

Wszystkie mamy, które znam osobiście są raczej mniej niż bardziej cierpliwe. Wywracamy oczami, zrzędzimy, mruczymy pod nosem, krzyczymy i klniemy. Są dni, że od rana czekamy na wieczór, że mamy ochotę walnąć to wszystko i wyjść, że dla świętego spokoju pozwalamy dzieciom na różne rzeczy – na przykład granie czy oglądanie TV godzinami.

I w tej całej swojej niedoskonałości kochamy te dzieci najbardziej na świecie. I tęsknimy za nimi czasem nawet, gdy tylko zasną. Zrobiłybyśmy dla nich wszystko, oddałybyśmy za nie życie. Wszystko, co w życiu robimy, to z myślą o nich.

Takie to macierzyństwo jest! Pełne sprzeczności, słodko-gorzkie, dalekie od książkowych ideałów. I bez filtra i Photoshopa tak to właśnie wygląda! Bez ściemy, owijania w bawełnę i słodko-pierdzących opowiastek.

tekst skopiowany ze strony: http://mumme.pl/2018/06/28/nie-jestem-cierpliwa-mama-i-nie-bede-udawac-ze-jest-inaczej/

Bez ściemy.

Tak długo mnie tu nie było że aż zapomniałam, że mam tą stronę.

Z tego co widzę i tak tutaj nikt nie zagląda, więc w sumie nie wiem po co tu dalej jestem.

Porawcając do sedna sprawy, wróciliśmy cali i zdrowi do domu od babci.

Czas jak zwykle szybko przeleciał i w sumie powiem wam że jeszcze bardziej się wszystko skomplikowało.

Byłam obrażona na Alojzego gdyż chłopak zamiast spędzić wieczór ze mną on zasiadał w kuchni przy piwie i telefonie i tak wyglądał każdy wieczór. Więc znając mnie, wiecie jaką miałam palpitacje?

Żeby was nie okłamać 4 h spędziliśmy przez cały tydzień , fajnie? Nie widze w ogóle tego…Dobra passa przeminęła gdzieś kolejny raz zabłądziliśmy.

Julek przechodzi teraz ciężki okres gdyż nagle wychodzi mu bardzo dużo zębów, jest nie do zniesienia a ja widzę że brak mi opamiętania i cierpliwości coraz częściej chce wyjść sama z tego domu i odpocząć od tego wszystkiego.

Pracuje nad nowym projektem dlatego będę tutaj bardzo rzadko, tak więc sorka.

Kiedy będzie już wszystko gotowe myślę że pochwale się tutaj ofen.

Co u mnie? Jak już ktoś pyta odpowiadam że świetnie ale dla was bez ściemy, jest do dupy i bez zmian.

Rozwój dziecka w 13 miesiącu.

Sprawdziłam kalendarz rozwojowy na 13 miesiąc, nie zaciekawił mnie bo Julek prawie wszystko już robi sam, dlatego skopjowałam tylko rady i też nuda… wszystko mamy ponadprogramowo.

Rady na ten miesiąc:

* Oceń, czy dziecko ma dobrze dobrany fotelik samochodowy, zarówno pod względem wagi, jak i rozmiaru (jego główka nie może wystawać poza górny rant fotelika). Może czas już kupić większy?

– Od 13 marca Julek ma już nowy fotelik..

* Sprawdź w książeczce zdrowia dziecka, na kiedy wyznaczono wam kolejne szczepienie przeciwko odrze, śwince i różyczce.

– Z racji iż często był chory mamy zaległości, jutro idziemy na ostatnią zaległą szczepionkę

* Jak najwięcej mów do malucha, by wspomagać jego naukę języka.

-czasami milcze, bo ile można gadać? 

* Ucz dziecko, że pewnych rzeczy mu nie wolno robić, ale nie przesadzaj z ilością zakazów i nie oczekuj, że maluch się do nich zastosuje. To Ty musisz zadbać o jego bezpieczeństwo.

-Opanowałam do perfekcji gorzej z synkiem

* W domu na nogi zakładaj dziecku skarpetki antypoślizgowe, nie kapcie ani usztywniające nogi buty. Dobrze dobrane obuwie zakładaj, jeśli wychodzicie z domu.

-Zawsze antypoślizgi, a jeżeli chodzi o buty niestety ma za duże 

* Nie martw się, jeżeli maluch jeszcze nie zaczął chodzić. Dzieci rozwijają się w różnym tempie, nie ma powodów do niepokoju!

-Juli jak zwykle przed orkiestrą

Twoje dziecko

* Potrafi już powiedzieć blisko 50 słów, składa pierwsze, niekoniecznie poprawne, proste zdania.

-Oj nie liczyłam..ale chyba tyle aż nie umie powiedzieć

* Coraz lepiej radzi sobie z koordynacją rąk. Lubi malować, robić (niezbyt wprawnie) babki z piasku, być może zainteresuje się najprostszymi układankami.

-Juli uwielbia koła w każdej postaci..

* Powinno przesypiać już całe noce, ale budzenie się i wołanie rodziców także jest normą.

– budzi się w zależności czy coś mu dolega

* Umie współpracować przy porządkowaniu swojego pokoju, ale nadal nie potrafi samo zaprowadzić tam ładu.

-Nie sprawdzałam, zawsze sprzątam sama

* Na spacerze chce chodzić własnymi ścieżkami i nie ogląda się na zakazy; jest zbyt małe, by zdawać sobie sprawę z zagrożeń (ruch samochodowy, rowerzyści)

-Tak